Gliński poślizgnął się na bananie

Chciał utopić, a wypromował

 

Mateuszu, kupowałam dziś banany. Poprosiłam o 1 kg. Były po 5 zł. Pani pyta — Do jedzenia, czy na demonstrację? — Oczywiście, że na demonstrację! — To 4,50.
A brzoskwinki po ile były? Bo podobno Ci, co nie lubią bananów, mieli jeść brzoskwinki…
Myślisz, że premierowi z tableta nie będzie to przeszkadzać?
Nie wiem. Słyszałem natomiast, że producenci jabłek się oburzyli – oni też chcą darmową reklamę od Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. W końcu oni nasi rdzenni, narodowi, polscy… a banany importowane.
Ale jabłuszka nie są tak seksownie egzotyczne jak banany czy brzoskwinie, jeno nasze, przaśne, swojskie.
Zależy od spojrzenia. Gdyby zacząć usuwać wszystkie kuszenia z raju, mogłoby się zrobić gorąco.
Komu? Chyba tym przy konfesjonałach. Moje grzechy, moja sprawa. Tak jak to, jak jem banana czy brzoskwinię.
Jak zjesz nieświeże, to może być kłopot lekarza jeszcze i aptekarza. Chociaż może ich zysk?
Prewencyjne zdjęcie ze ścian fotografii panny z bananami, nota bene sprzed prawie pół wieku, kwalifikuje się do seksuologa. Obawiam się, że lek na – wybacz dosłowność – sraczkę niewiele tu da. Tym bardziej, że to sraczka umysłu.
Podobno tak się wyraża kompleks małego banana.
Rating: 5.0/5. From 6 votes.
Please wait...

Facebook Comments